Z psychologiem o koronawirusie. „Świat bardzo wielu ludzi się skończył”

Czy zgłaszają się do pana osoby, które nie radzą sobie z sytuacją wywołaną przez epidemię koronawirusa?

 

- Tak. Zazwyczaj są to osoby, których osobowość czy ich temperament zdradzają, że generalnie nie radzą sobie w sytuacjach kryzysowych. Jest też część pacjentów, którzy ograniczyli spotkania, ponieważ nie będzie ich na to stać. Inni nie chcą korzystać z pracy terapeutycznej on-line, ponieważ wolą spotkania twarzą w twarz, zaś sytuacja związana z pandemią w jakiś sposób to ogranicza.


 

- Nie ma więc spotkań w gabinecie?

- One są ograniczone do minimum. Obecnie 95 proc. mojej pracy terapeutycznej odbywa się drogą internetową, z wykorzystaniem komunikatorów internetowych takich jak Messenger czy Skype. Ale są pacjenci którzy po prostu potrzebują się realnie spotkać. Na takich sesjach zachowujemy bezpieczną odległość, ale jak mówiłem, tego rodzaju wizyty ograniczam do minimum.


 

- Jak by pan scharakteryzował osoby, które zwracają się o pomoc?

- Są to osoby, które odczuwają lęk o zdrowie swoje i swoich bliskich, silny stres, frustrację. Weźmy pod uwagę, że obecna sytuacja w sposób drastyczny uniemożliwia funkcjonowanie wielu ludziom. Ponieważ świat, w którym do tej pory żyliśmy, można powiedzieć, używając pewnej przenośni, umarł. Miesiąc temu nie wyobrażaliśmy sobie, że na początku kwietnia będzie taka, a nie inna sytuacja. Słyszeliśmy, że na świecie jest koronawirus, a w Chinach trwa epidemia, ale nie wiedzieliśmy, że rozprzestrzeni się to na taką skalę. Nagle wszystkie nasze utrwalone i wyuczone sposoby funkcjonowania okazały się nieaktualne. Mamy kryzys.


 

- Czym w ogóle jest kryzys?

Kryzys to sytuacja, w której wszystkie umiejętności radzenia sobie i zasoby, którymi dysponujemy, okazują się bezużyteczne, za małe do nowych realiów. Wszystkie wyuczone mechanizmy radzenia sobie w sytuacjach trudnych okazują się nieskuteczne. Dlatego musimy przestać działać schematycznie i zacząć dokładnie analizować to, co robimy, musimy od nowa nauczyć się działania w odmiennej sytuacji. Świat bardzo wielu ludzi się skończył i zaczyna się jakby nowy rozdział funkcjonowania w nieznanych wcześniej realiach. Ludzie czują się sfrustrowani, zalęknieni. Duża część z nich popadnie w depresję, taka reakcja na zaistniałą sytuację jest w pełni naturalna. Po tym, co się obecnie wydarzyło, my jako psychologowie i psychoterapeuci będziemy mieli pracy na około pięć najbliższych lat.


 

- Skoro dotychczasowe życie się zakończyło, to jak zacząć żyć na nowo?

- To wygląda podobnie jak w sytuacji rozstania czy rozpadu małżeństwa. Nadal jestem tym samym człowiekiem, natomiast pewien etap mojego życia na płaszczyźnie relacji z bliską osobą dobiegł końca. I w tym momencie musimy się przystosować do nowej sytuacji. Taka adaptacja, w przypadku kiedy człowiek nie ma zaburzeń adaptacyjnych, może potrwać od 3 do maksymalnie 4 miesięcy.


 

- Ale skutki takiego kryzysowego zdarzenia mogą być odczuwalne przez dłuższy czas?

- Spora część ludzi odczuje ten kryzys nie tylko pod kątem zdrowotnym, ale i emocjonalnym. Dlatego, że ich poczucie bezpieczeństwa zostało zrujnowane. Ktoś mógł stracić pracę lub własny biznes i zostać z kredytami do spłacenia. Ten wirus działa na kilku płaszczyznach. Przede wszystkim zdrowotnej, bo zabija bądź powoduje inny poważny uszczerbek na zdrowiu, ale przyniesie też skutki długofalowe w postaci następstw ekonomicznych i psychologicznych.


 

- W związku z rządowymi obostrzeniami zostaliśmy w domach i przerzuciliśmy się na pracę zdalną. Większa ilość czasu spędzanego z domownikami może rodzić też więcej konfliktów...

- Oczywiście. Konfliktów nie ma wtedy, kiedy ludzie nie mają ze sobą kontaktu lub ich interesy nie są sprzeczne. Ale powiem coś ciekawego. Jakiś czas temu wysłałem mojej starszej pacjentce mem, który przedstawiał młode atrakcyjne kobiety w różnokolorowych sukniach i każda z nich była w ciąży. Moja pacjentka odpowiedziała mi: „kurczę, jak po stanie wojennym!”. Coś w tym jest. W Nowym Jorku, gdy w latach 60. doszło do awarii sieci i ludzie nie mieli prądu, po 9 miesiącach było gigantyczne baby boom.


 

- Sugeruje pan, że najbliższej zimy będzie podobnie?

Konsekwencją może być bardzo duży przyrost naturalny, ale uwaga – może być też więcej rozwodów. A to dlatego, że bardzo wielu ludzi popada w schemat. Ogólnie myślimy i działamy schematycznie, mamy pewne nawyki. Ludzie się do siebie przyzwyczajają, mąż do żony, żona do męża i postępujemy tak, żeby było nam wygodnie bądź w miarę wygodnie. I nagle mamy nową sytuację, w której jesteśmy zmuszeni do bycia razem. Gdyby sprawdzić, ile czasu niektórzy spędzali przed epidemią ze swoim partnerem lub dzieckiem, to mogłoby się okazać, że tego wspólnego czasu w tygodniu było niewiele, może 1,5-2 godziny? Może pół godziny dziennie?

- Dla wielu par obecna sytuacja może być trudnym sprawdzianem.

- Myślę, że część rodzin rzeczywiście się odbuduje i odnajdzie na nowo. Ale będą też tacy małżonkowie, którzy zareagują inaczej i zadadzą sobie pytanie: jak ja mogę z kimś takim mieszkać? Może się okazać, że osoba, z którą dzieliliśmy życie, jest nam po prostu obca. Co z tego, że spałem z nim/nią w jednym łóżku, że był seks między nami, jak tak naprawdę nie było żadnych dogłębnych rozmów? Z tego powodu mogą być rozwody.


 

- W warunkach pandemii nie jest też pewnie łatwo osobom samotnym czy starszym.

- Człowiek jest istotą społeczną, aby normalnie funkcjonować musimy żyć w grupie. Osoba samotna jest tak naprawdę nieszczęśliwa. Zaczyna „wariować”, źle się czuć, odczuwać duży dyskomfort. Jeżeli możemy pomóc samotnej sąsiadce, która jest osobą starszą i boi się wychodzić z domu, to zatroszczmy się o nią. Zapukajmy do jej drzwi, niech zostawi nam kartkę z listą zakupów. To nie jest trudne, bo jak idziemy do sklepu to możemy przecież wziąć jeden bochenek czy kostkę masła więcej.


 

- Czy dostrzega pan jakieś pozytywy wynikające z sytuacji, w jakiej przyszło nam żyć od kilku tygodni?

- Pozytywem jest to, że ludzie wypadli z takiego marszu lemingów do jakiegoś wyimaginowanego celu. Powraca pytanie o to, co jest najważniejsze w życiu? My, Polacy, jesteśmy na dorobku i w porównaniu do Europy Zachodniej jesteśmy ubogim społeczeństwem. Bardzo dużo pracujemy, robimy nadgodziny, tracimy mnóstwo czasu na dojazdy do pracy. Sam niestety dużo pracowałem przed kryzysem. Teraz moja żona mój syn i moja córka są cali szczęśliwi, żona, że ma męża, a dzieci że mają wreszcie tatę w domu. Warto jest się zatrzymać i zadać sobie pytanie dokąd biegniemy i w jakim celu. I czy to, do czego biegniemy, jest nam rzeczywiście potrzebne.

 

Źródło:

lowicz24.eu

Zainteresowany
naszą ofertą?
Skontaktuj się z nami!

Studio Nowych Możliwości

 

ul. Jasna 5/7
96-100 Skierniewice
psycholog@wojciechkopytek.eu
+48 695 378 352

 

Może Pani/Pan wycofać każdą z powyższych zgód w każdym momencie poprzez wysłanie wiadomości e-mail na adres psycholog@wojciechkopytek.eu. Wycofanie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania przed wycofaniem zgody.